• This email address is being protected from spambots. You need JavaScript enabled to view it.
  •  32 222 22 22

Początek II wojny światowej w świetle zapisków z Kroniki Szkolnej w Jankowicach cz. 1.

1 listopada 1932 roku kierownikiem Szkoły Powszechnej w Jankowicach został Stanisław Sonntag. Pełnił on tę funkcję również w pierwszych dniach września 1939 roku. Jego wpisy do Kroniki Szkolnej mogą być ciekawym źródłem historycznym. Musimy jednak pamiętać o nieprecyzyjności niektórych stwierdzeń (nie wszystkie fakty zgadzają się z relacjami innych świadków, lub uczestników wydarzeń) oraz o pewnego rodzaju subiektywizmie autora. Jednak wiele faktów zawartych w tej narracji jest bardzo cennych pod względem historycznym. Niektóre fragmenty tekstu są nieczytelne, dlatego zaznaczam to przerwą w narracji. Pisownię pozostawiłem oryginalną. Zapraszam do lektury.

Michał Pudełko
Część 1

Rok szkolny 1939-1940

W godzinach rannych 1 września Niemcy dokonali natarcia lotniczego i lądowego na terytorium Polski nie wypowiadając wojny. Od wczesnych godzin rannych samoloty niemieckie bombardowały wioski i miasta polskie. Na Śląsku działają grupy dywersantów, którzy zaopatrzeni byli przez niemców w amunicję i broń. Rozpoczęła się straszna wojna totalna, bezwzględna i okrutna jakiej nie zna historia. Niemcy runęli na Polskę z całą potęgą swej machiny wojennej z celem zniszczenia Polski, wytępienia narodu polskiego.

Pierwsze samoloty niemieckie ukazały się nad Jankowicami przed godziną piątą rano, a około godziny 7-mej krążyły przez około 40 minut nad Jankowicami czarne, niemieckie bombowce, a latały tuż nisko, prawie nad dachami tak że murarze pracujący na dachu szkoły przy naprawie komina musieli pracę przerwać. Ogół ludności jeszcze nie był zorjętowany w sytuacji, nie miano jeszcze pewności czy to jest wojna, czy manewry, krążyły różne wersje i plotki, naogół sądzono  że to są ćwiczenia lotnicze z okazji Tygodnia Propagandy Lotnictwa, którego rozpoczęcie zapowiadano na dzień 1 września.

Był to piątek, dzień targowy, ludzie spieszyli tłumnie do miasta, nie wierzono jeszcze w wojnę. Dopiero około godziny 10-tej nadleciały samoloty niemieckie zaczęły strzelać z karabinów maszynowych do ludności cywilnej ciągnącej drogami. Pierwsze obstrzały z samolotów miały miejsce na ulicy Bieruńskiej koło Witosia i Lukaska. Ludzie przed pociskami kryli się tłumnie w przydrożnych domach, a samoloty obniżały się i strzelały do ludzi między zabudowaniami, z tego też powodu najwięcej ucierpiały dachy domów Witosia i Lukaska. Teraz ludność Jankowic uwierzyła w wojnę. Około południa ukazały się na szosach Jankowic pierwsze grupy uciekinierów, było to ludność z powiatu rybnickiego z miejscowości nadgranicznych uciekająca przed wojskami niemieckimi.
 
 
Od tej chwili przeciągały przez Jankowice dniem i nocą wozy za wozami obładowane bagażami pełne ludzi, ciągnęły nieprzerwane tłumy ludzi pieszych dźwigając na plecach swój dobytek, wioząc go na taczkach, wózkach dziecinnych i innych, wioząc za sobą kozy i krowy. Wszyscy kierowali się na Oświęcim i Kraków. Ewakuacja była spowodowana przez wojska niemieckie które zajmując miejscowości wyganiały z nich ludność cywilną na wschód, by w ten sposób ludźmi uciekającymi zatarasować drogi i uniemożliwić na nich wojsku polskiemu swobodne ruchy. Pierwsze te grupy ludności wywoływały panikę już to swym pojawieniem się, już to opowiada wielu o okrucieństwach wojsk niem. Ulegała temu ludność tych miejscowości, przez które uciekinierzy przeciągali i ciągła za nimi. Panika ta udzieliła się ludności Jankowic, z których wielu pociągło na wschód, jedni dotarli Sandomierza, Lublina, a inni aż po Bug, a wrócili dopiero do Jankowic po miesiącu a nawet i dwóch. Pozostała ludność schroniła się z dobytkiem i inwentarzem żywym do lasów jankowickich i tu przetrwała całą akcję frontową.

W nocy z piątku na sobotę przeciągają w dalszym ciągu uciekinierzy na Oświęcim. Droga wypchana, pełno krzyku. Ciągnie wojsko polskie, piechota, artyleria na Pszczynę. W godzinach wieczornych [ 1 września – przypis M.P.] zjechała do wsi artyleria polska zajmując stanowiska koło restauracji Brandysowej, w ogrodzie Klemensa Wiery i na Zarzynie. Posterunek obserwacyjny umieszczono na wieży trangulacyjnej. Wojsko poleciło pozostałej ludności opuścić wioskę, gdyż miała ona znaleźć się w zasięgu ognia artyleri nieprzyjacielskiej. Mieszkańcy Jankowic zebrali swój dobytek na wozy i wózki i uciekli do lasu. W lesie jankowickim znajdowało się około 10000 uciekinierów z sąsiednich miejscowości Jankowic i Pszczyny.

Około godziny w pół do jedynastej artyleria rozpoczęła ogień. Bateria znajdująca się koło Brandysa ostrzeliwała Czarków, ogień artyleri był tak silny, że niemieckie oddziały pancerne atakujące Czarków musiały trzykrotnie cofać się. Ciężka artyleria z Zarzyny ostrzeliwała Radostowice i Kobielice. Tu silna walka artyleri trwała do godziny trzeciej. Wojska niemieckie atakujące Pszczynę przedarły się między Goczałkowicami a Pszczyną na Ćwiklice, gdzie napotkały na silną obronę piechoty polskiej i atyleri przeciwczołgowej. Walka trwała kilka godzin, poległo 250 żołnierzy polskich, pochowano ich w Brzezinkach, Ćwiklice. Niemcy rozwścieczeni długim oporem po przerwaniu lini jeździli czołgami po zabitych, rannych, uciekających, miażdżąc  wszystko. Z Ćwilkic posunęły się niem. Czołgi na Zarzynę, drogę torowały im samoloty nisko unoszące się nad Jankowicami i ostrzeliwujące z broni pokładowej wojsko polskie. Grupa atakująca Jankowice składała się z 50 czołgów, a pierwsze jej oddziały wkroczyły do Jankowic między godziną trzecią a czwartą popołudniu. Atak od strony Ćwiklic był zaskoczeniem dla wojska polskiego znajdującego się w Jankowicach, które spodziewało się natarcia od strony Pszczyny. Powodem zaskoczenia był brak łączności spowodowanym przecięciem lini telefonicznej prowadzącej na wieżę obserwacyjną. Czołgi przeprowadzili od Ćwilkic przez Zarzynę do Jankowic mieszkańcy tut. wioski.(…)

Najpierw wjechał jeden czołg, dojechał do środka wioski, do skrzyżowania dróg koło Pudełki i Białonia [dziś skrzyżowanie Kasztanowej z Akacjową-przypis M.P.]. Po spatrolowaniu wsi powrócił so swego oddziału, a następnie wszystkie nacierające czołgi wjechały do wioski. Po przez wieś dojechały do ulicy Bieruńskiej, pod gospodę Brandysa, tu rozbili baterie polską, przy jednym z dział pozostał żołnierz polski, sam skierował działo na nadjeżdżające czołgi i począł je ostrzeliwać. Czołgi mimo silnego ognia podjechały w pobliże działa, a żołnierze niem. wzywali artylerzyste do poddania się, a kiedy ten wezwania nie usłuchał najechali czołgiem na działo i zastrzelono bohaterskiego żołnierza. Czołgi po spatrolowaniu sąsiednich domów pojechały drogą Bieruńską do lasu. W lesie znajdowały się oddziały polskie, otworzyły one silny ogień na nadjeżdżające czołgi, tak że zmuszone były wycofać się i zajęły stanowiska pod lasem. Niemcy stworzyli teraz pozycje bojową na Podlesiu. W wiosce było jeszcze wojsko polskie rozproszeni po polach ostrzeliwali gęsto przejeżdżające oddziały niemieckie. Następnie zajęli pozycje wzdłuż strumyka Dokawy i silnym ogniem zaatakowali czołgi niemieckie pod lasem, nie mogąc sforsować silnej obrony niemieckiej wycofali się łąkami w stronę Frydku, a druga część przedarła się do Studzienic.

Pozostał w wiosce porucznik z kilkoma żołnierzami. Wieczorem o zmroku postanowili przedostać się do lasu. Wsiadł na konia i pełnym galopem usiłował przedrzeć się przez sam środek czołgów niem. Manewrem tym sprawili wielki popłoch śród niemców, zaczęli ze wszystkich stron ostrzeliwać go, ugodzony kulą w hełm spadł z konia i  zginął. Według oświadczeń tych, którzy go chowali miał pochodzić z Krakowa. Przy tej próbie przebijania się do lasu porucznikiem zginęło jeszcze  dwóch żołnierzy pol. Jeden padł koło Wiery Grzegorza, a drugi koło domu Korczyka Józefa leżącego nad Dokawą.

Dalsze oddziały niem. jakie nadciągały do wioski przeglądały domy, szukając żołnierzy polskich. Z domu Wiery Klemensa wyprowadzono dwóch żołnierzy pol. z rękoma podniesionymi w górę, w koszulach, bez bluz i rozstrzelano ich pod płotem za to, że nie zdradzili, że w domu Wiery ukrywa się więcej żołnierzy – kolegów. Czynem tym dopuścili się niemcy barbarzyństwa. Złamali międzynarodowe prawo. Rozstrzelali żołnierzy w mundurach jak zwykłych bandytów.

W pierwszym dniu walki w Jankowicach poległo sześciu żołnierzy polskich. Pochowano ich koło Bożej Męki.

Około godziny dziesiątej wieczorem nadciągnęła do Pszczyny piechota polska, równocześnie nadeszły od Grobli dalsze oddziały. Zajęły stanowiska na łąkach równocześnie przygotowując się do natarcia na czołgi niemieckie pod lasem. (…) Wojsko polskie wobec przeważającej sił przedarło się przez lasy w stronę Cielmic (…)

menu1

MENU2

MENU3

MENU4