• This email address is being protected from spambots. You need JavaScript enabled to view it.
  •  32 222 22 22

Początek II wojny światowej w świetle zapisków z Kroniki Szkolnej w Jankowicach cz. 2.

Przedstawiam dalszą część zapisu kierownika ówczesnej Szkoły Powszechnej w Jankowicach pana Stanisława Sonntaga. Pisownię pozostawiono oryginalną.

Michał Pudełko
Część 2


W niedzielę [3 września – przyp. M.P.] wczas rano niem. żołnierze stojący na placówce pod lasem chcieli zastrzelić zranionego konia. Odgłos oddanych strzałów do konia wywołał popłoch wśród wojska, zaczęli strzelać na wszystkie [strony].  W tej strzelaninie zabili jednego swojego żołnierza, a drugiego ciężko ranili

Przedpołudniem wyłoniła się z lasu silniejsza grupa wojska pol. i zaczęła ostrzeliwać wojsko niem., które zbliżało się od Pszczyny. Przybyłe wojsko nie orientując się w sytuacji przypuszczało, że strzela ludność cywilna, ukryta w lesie. Wojsko dla zapewnienia sobie bezpieczeństwa zatrzymało 18 młodych meszczyzn jako zakładników. Rozebrano ich z marynarek i tak w koszulach, z podniesionymi rękoma ustawiono ich na drodze Bieruńskiej, w tej pozycji trzymano ich przez kilka godzin. Przy tem wojsko ogłosiło, że jeżeli padnie jeszcze jeden strzał, to wszyscy zakładnicy zostaną rozstrzelani. O tej samej porze zwołano z wioski wszystkich meszczyzn, zgromadzono ich koło Brandysa. Po przemówieniu o sytuacji i groźbach wybrano z pośród zebranych 17 meszczyzn, wsadzono ich na samochody i wywieziono w nieznanym kierunku. Byli to pierwsi aresztowani. Wywieziono ich do niemiec. Obwożono ich po miastach i obozach. Robiąc z nich widowisko, pokazywali ich jako polskich zbrodniarzy. Dopiero po dwóch miesiącach powrócili do domu.

Z pośród zebranych zatrzymano dwóch, a to Wierę Franciszka i Wierę Wilhelma, przyłapanych na zbieraniu rzeczy porzuconych przez wojsko pol. Po dość hałaśliwem przemówieniu kazano im odwrócić się i odejść. Kiedy obaj Wierowie zeszli z drogi Bieruńskiej na drogę polną prowadzącą do piekarni, żołnierze niem. oddali do nich z tyłu kilka strzałów i obaj Wierowie padli zabici na miejscu.

W godzinach przedpołudniowych ciągło od Pszczyny wojsko niemieckie. Wojsko to zaczął ostrzeliwać oddział 9 żołnierzy polskich pod dowództwem porucznika, umieszczony na wzniesieniu za Bałuchem, na polach ciągnących się w strone Pszczynki. Strzały gęsto padały na droge Bieruńską między Janoszem a Pudełką. Wojsko niem. zatrzymało się i odpowiedziało ogniem. Miejscowi członkowie Volksbundu aby podjudzić i tak już rozbestwione żołdactwo niemieckie do masakry miejscowej ludności rozpowiadali, że ostrzeliwują się miejscowi powstańcy, ukryci w okolicznych domach. Na taką informację dowódca oddziału niem. polecili spalić domy znanych powstańców. Po drodze Bieruńskiej poczęły jeździć czołgi niem., a w nich członkowie Volksbundu, którzy wskazywali domy, które należy palić. Spalono 7 domów, 14 stodół, 4 chlewy i fabrykę Gaży. Zabudowania te wypalano pociskami oddawanemi z czołgów. (…) Spalono domy: Wiery Ludwika, Kloc Janiny, Gaży Franciszka, Bryły, Bałucha, Goca, Niemca Stanisława. Stodoły i chlewy: Witosia Jana, Lukaska Józefa, Janosza Pawła, Niemca Stanisława, Pudełki Franciszka, Grolika Jana, Kondzielnika Alojzego, Gołyszny Mari, Oszka Pawła, Piechy Jana, Kościelnego Wincentego, Gruszki Ludwika, Gruszki Franciszka, Gruszki Jana, Gaży Franciszka, Lukaska Antoniego, Bałucha, Homana Pawła. Palenie domów i stodół przeprowadzał oddział SS. (…)

W niedziele popołudniu jechały od Pszczyny niem. oddziały zmotoryzowane. Na przodzie kolumny jechał w motocyklu kapitan, dowódca oddziału. Kiedy kolumna zbliżyła się na jakie 100 m do gospody Brandysa padł strzał, został nim ugodzony kapitan, dowódca, ciężko ranny zmarł za jaką godzinę na podwórku Wiatra. Był to ochotnik z wojny hiszpańskiej, walczący w Legionie niem. Condor w Hiszpani przeciw rewolucjonistom hiszp. Po oddanym strzale kolumna zmotoryzowana natychmiast zatrzymała się, żołnierze powyskakiwali z samochodów i czołgów i zaczęli strzelać z karabinów na wszystkie strony i broni maszynowej, a do zabudowań Gaży oddano kilka strzałów z czołgu, paląc przy tym wszystkie budynki. Część żołdaków wpadła do gospody Brandysa, wyciągnęli z niej znajdujących się tam Brandysa Gustawa i Bieleckiego Franciszka, z podniesionemi rekami ustawiono ich przed oknami budynku. W pewnym momencie nadbiegła nowa grupa rozjuszonych żołnierzy. Oddali kilka strzałów do bezbronnie stojących męszczyzn. Ciężko ranny padł pod okno Bielecki i tym uchronił się od śmierci, Brandys lżej ranny wbiegł ostatkiem sił do gospody, tu upadł na bufet, przybiegli za nim żołnierze i na bufecie dalszemi strzałami dobili go. Brandys człowiek młody, energiczny, członek miejscowych organizacji pol. już przed wojną zdradzał skłonności do orientacji niemieckiej. Utrzymywał kontakt z miejscowymi członkami Volksbundu. W krytycznych dniach ostatniego sierpnia mając jako podoficer lotnictwa powołanie do wojska, do szeregów nie stawił się, na ewakuacje nie poszedł, pozostał na miejscu. Witał czekoladą i winem wkraczające wojska niem. 

Od pocisków czołgów całe zabudowania Gaży Franciszka w jednym momencie stanęły w płomieniach. Rodzina Gaży znajdowała się w tym czasie na podwórzu zajęta była rozładowaniem wozu z bagażów, gdyż w tej chwili przyjechali wozem z lasu, gdzie od dwóch dni ukrywali się. Wtem wpadli żołdacy, otoczyli całe domostwo i przeprowadzili ścisłą rewizję. W piwnicy znaleźli Jendrysików Stanisława, Gustawa, Pawła i Bałucha Stanisława, młodych chłopców w wieku od 17 do 25 lat. Znalezionych chłopców i sześcioro członków rodziny Gaży pod silnym kordonem przy ogólnym biciu odprowadzono pod gospodę Brandysa. Tu stworzony doraźnie w kilku minutach sąd wojenny skazał ich na śmierć przez rozstrzelanie jako winnych śmierci kapitana. Cała ta parodia sądu nie trwała ani 5 minut. Na gorące prośby rodziny Gażów, aby pozwolono im umrzeć we własnej zagrodzie, odprowadzono ich na życzone miejsce i tu na zgliszczach własnego domostwa rozstrzelano ich; a to:

Gaża Franciszek lat 52                                
Gaża Józefa, żona lat 51                
Gaża Edward, syn lat 14       
Gaża Łucja, córka lat 12                 
Gaża Wincenty, syn lat 10
Gaża Stefania, córka lat 8
Jędrysik Stanisław [ wieku nie podano-przyp. M.P.]
Jędrysik Gustaw
Jędrysik Paweł
Bałuch Stanisław

Z rodziny Gażów pozostały tylko trzy córki, które po powrocie z lasu zatrzymały się przypadkowo u znajomych na podlesiu.  

W tydzień po wypadku radio polskie w Londynie podało światu do wiadomości o barbarzynskiem morderstwie rodziny Gażów. W czasie strzelaniny popołudniowej zginęła od pocisku Piechówna [Marta – przyp. M.P.] Padła śmiertelnie ugodzona przed progiem domu Chroboka Franciszka – kużnia przy ulicy Bieruńskiej.

menu1

MENU2

MENU3

MENU4