• This email address is being protected from spambots. You need JavaScript enabled to view it.
  •  32 222 22 22

Początek II wojny światowej w świetle zapisków z Kroniki Szkolnej w Jankowicach cz. 3.

Oto kolejna część zapisu kierownika ówczesnej Szkoły Powszechnej w Jankowicach pana Stanisława Sonntaga, na temat początków II wojny światowej.  Pisownię pozostawiono oryginalną. 

Michał Pudełko

 

Trzeciego września popołudniu ogłosiło dowództwo niemieckie trzygodzinną przerwę w działaniach wojennych w związku z notą angielsko-francuską wystosowaną do rządu niem, wzywającą do zaprzestania wojny z Polską. Po odrzuceniu noty przez niemcy Anglia i Francja wypowiedziały wojnę niemcom.

Po ustaniu strzelaniny ludność cywilna ukryta w lasach przed działaniami wojennymi zaczęła grupami wychodzić z lasu. Do pierwszych grup otworzyli niemcy ogień karabinowy sądząc, że to wojsko polskie. Zabiło przy tym jednego meszczyznę i ciężko zraniono kobiete, oboje z Piasku. 

Wychodzących zatrzymano wszystkich pod lasem koło Wiatra, przeprowadzono gruntowną rewizję bagażów, zabierając ludności wszystkie rowery. Noc spędzili ludzie pod lasem.

Wieczór upłynął spokojnie. Nocą oddział 9 żołnierzy z oficerem usiłował przedrzeć się do Ćwiklic. Zabrano ich jednak do niewoli i wywieziono samochodami do Pszczyny. 

W poniedziałek od wczesnego rana przeciągały przez Jankowice wojska niem. zdążające na wschód. Jeden z większych oddziałów biwakował przez cały dzień i następna noc na polu Oszka, Kondzielnika, Pitloka przy ulicy Bieruńskiej. Poza tym w czasie kampani polskiej nie kwaterowały w wiosce wojska niem. W pierwszych dniach września przeciągło przez Jankowice 7 dywizji wojska niem. zdążającego na wschód. W dniu 4 września przyjechał do wioski oficer niem. polecił zebrać się ludności na środku wsi „koło Kruczki”. Wygłosił okolicznościowe przemówienie, zagrozili spaleniem wioski i masowem rozstrzelaniem, jeżeli zdarzy się wypadek wystąpienia przeciw władzy niemieckiej. Wypytywał się miejscowych renegatów o urazy i żale do Polaków. Ci rzucali masowe skargi pod adresem miejscowych Polaków, narzekali na prześladowanie i ciężkie czasy pod rządami Polaków. (…) 

W tym dniu utworzono Selbschutz – Samoobronę. Była to organizacja półwojskowa o charakterze i prawie milicji. Odziani byli w czarne ubrania i białe koszule z czarnymi krawatami, uzbrojeni w karabiny. Zadaniem tej organizacji było patrolowanie wioski, kontrolowanie podejrzanych, pilnowanie porządku, jednym słowem ochrona praw niemieckich. Poza tym szpiegowali i donosili na Polaków. Była to grupa ludzi bardzo agresywnych i wrogo nastawionych do Polaków i polskości, mszczących się przy każdej sposobności na wszystkiem co polskie, szczególnie na Polakach i na tych, do których mieli urazy osobiste. (…)

W poniedziałek popołudniu do jednego z czołgów niem. przejeżdżających przez las rzucili żołnierze polscy przebywający jeszcze w lesie granat. Granat wpadł przez otwartą klapę do środka, powodując eksplozję materiału pędnego, co wywołało spalenie czołgu i jego załogi. Zdjęcie tego spalonego czołgu przedstawili niemcy w jednej ze swoich gazet z podpisem, że jest to czołg francuski obrzucony granatami przez dzielny patrol niem. Ludność miejscowa poznała ze zdjęcia tą część lasu, drogę i charakterystyczne miejsce, gdzie był wypadek z czołgiem. 

Drugi przykład przewrotności niemieckiej. W sobotę przechodzący żołnierze niemieccy zatrzymali się na podwórzu Witoszka Ludwika i zażądali mleka. Mleko to wyniosła Witoszkowa, żołnierzom zrobiono z tego zdjęcie i umieszczono w jednym z pism niemieckich z dopiskiem jak to ludność na Śląsku wita wojsko niemieckie. 

We wtorek [5 września-przyp. M.P.]  Kondzielnik Alojzy i Emil pojechali do Pszczyny po zakup trumien dla zamordowanych. W tym czasie odbywał się na cmentarzu ewangelickim w Pszczynie pogrzeb żołnierzy [niemieckich-przyp.M.P.] poległych koło Pszczyny. Podczas uroczystości pogrzebowych, po oddaniu salwy honorowej padł strzał z browninga. Wywołało to popłoch, żołnierze zaczęli wokoło strzelać zrobiono ruch i puszczono wersję, że strzelali powstańcy. Zaalarmowano kampanię piechoty, która przybyła z koszar na cmentarz ewangelicki, a kiedy jedna z mieszkanek Pszczyny Walowa powiedziała, że powstańcy ukryci są na cmentarzu żydowskim, przyprowadzono dwa działa piechoty i ostrzeliwano z nich cmentarz. Otoczono Pszczynę wojskiem, ludzi powyganiano z ulic do bram domów i przeprowadzono ścisłą rewizję. Z tartaku Piecha wyprowadzono sześciu robotników, bez bluz z podniesionymi rękoma, ustawiono ich na skrzyżowaniu dróg Pszczyna – Katowice – Bieruń i w tej pozycji trzymano ich przez trzy godziny jako rzekomych sprawców strzelaniny. Ktoś rzucił hasło, że powstańcy znajdują się w kościółku św. Jadwigi, w parku. Żołnierze otoczyli kościół, lecz bali się wejść do środka, gdyż kościół był zamknięty. Wobec czego dowodzący oficer polecił kościół spalić. Usłyszawszy to znajdujący się tam Polacy nie chcąc dopuścić do spalenia kościoła zgłosili się ochotniczo do otworzenia kościółka i przeszukania go. Jednak nie dopuszczono do tego i kościół spalono. W kilka dni po wypadku udał się Kondzielnik Alojzy z Jankowic z kilkoma innymi ludźmi na zgliszcza kościoła i przekonano się, że nie ma żadnych śladów ani tłustych plam na posadzce, jakie powinne były w takim wypadku pozostać. Z tego wynika, że rozpuszczona wersja o strzałach powstańców była fałszywa. Cała ta akcja była to celowa i przemyślana prowokacja mająca za zadanie zniszczenie starożytnego kościoła jako pomnika kultury polskiej. 

Równocześnie puszczono drugą pogłoskę, że w domu Szewieczka na Podstarzyńcu są ukryci uczniowie gimnazjalni, którzy strzelali do pogrzebu. Otoczono dom, przeprowadzono rewizję. (…)  Rzeczywiście znaleziono 13 uczniów, których zaaresztowano i rozstrzelano pod Trzema Dębami w parku ks. Pszczyńskiego. 

Przyjście wojsk niemieckich nie uczciła ludność tutejsza tak jakby sobie niemcy życzyli. Powstał wielki rwetes i pod wpływem nacisku i nagonki dopiero 5 września zaczęto flagować domy. Jedynie dwóch obywateli z ulicy Bieruńskiej wywiesili już flagi 4 września.

W środę zorganizowano władzę gminną w tutejszej wiosce. Wójtem został mianowany Balcarek Andrzej. Wprowadzenia w urząd dokonał Hertel, prezes Volksbundu w Pszczynie, który mianował się starostą.   

W czwartek przyjechał do tut. Miejscowości oddział Freikorp w sile 26 ludzi. Freikorp była to organizacja w charakterze wojskowym, złożona z Ślązaków-renegatów, którzy już przed wojną zbiegli do Niemiec i tam byli szkoleni do dywersji i walki z Polakami. Z wybuchem wojny byli użyci jako egzekutywa na Śląsku nad działaczami narodowymi i politycznymi. Zjawiali się w miejscowościach, zawsze poinformowani w stosunkach miejscowych i mających w nich swoich zaufanych. Wypytywali się o ludzi, których mieli na listach i wywozili ich tak, że ginęli bez śladu. (…)

W październiku przeprowadzono aresztowania wśród miejscowych działaczy narodowych i uczestników powstań śląskich. Aresztowano Barona Pawła, Szmajducha Franciszka I, Szmajducha Jana, Pastuszka Wojciecha, na początku września aresztowano Wiatra Teofila a w trzy miesiące później Moronia Pawła. Aresztowanych osadzono w obozach koncentracyjnych, gdzie wszyscy zginęli z wyjątkiem Szmajducha Franciszka I, który wrócił z obozu. Aresztowanie i osadzenie w obozie poszczególnych powstańców odbywało się na podstawie oskarżenia miejscowych renegatów, których trzech musiało takie oskarżenie pisemnie do władz wnieść.

menu1

MENU2

MENU3

MENU4