• This email address is being protected from spambots. You need JavaScript enabled to view it.
  •  32 222 22 22

Okres II wojny światowej w Jankowicach na podstawie zapisu Stanisława Sonntaga znajdującego się w Kronice Szkoły Podstawowej w Jankowicach cz. 1.

Stanisław Sonntag był kierownikiem szkoły w Jankowicach i pozostawił po sobie ciekawą relację na temat wydarzeń rozgrywanych w Jankowicach podczas II wojny światowej. Pozwolę sobie przedstawić kolejną część niewątpliwie ciekawego źródła historycznego, które przybliży nam te niezwykle trudne czasy w jakich znaleźli się jankowiczanie. Jednocześnie zachęcam wszystkich, którzy mogą podzielić się wspomnieniami swoimi lub swoich ojców, czy dziadków, do zaprezentowania ich na łamie tego portalu. Im więcej będzie takich relacji, tym łatwiej będzie nam odtworzyć prawdziwe wydarzenia tamtych czasów. Można będzie również zweryfikować, być może, niektóre zapisy przedstawione w poniższym tekście. Tak jak w poprzednio przytoczonych relacjach, zachowałem pisownię oryginalną.

Michał Pudełko

W związku z zamachem na Hitlera w Monachium [XI 1939 r. – przyp. M.P.] urządzono w Pszczynie, w trzecim dniu po zamachu wielką manifestację polityczną. Ściągnięto ze wszystkich wiosek powiatu organizacje niemieckie. Ludność z okolicznych miejscowości Pszczyny pod przymusem musiała stawić się w pochodach, z transparentami i muzyką do Pszczyny. Udział w manifestacji był obowiązkowy, a obecność kontrolowana. Cały rynek wypełniony był tłumem ludzi, obstawiony gęsto szpalerami niem. organizacji bojowych, jak Selbschutz. W czasie przemówień rozstawione wśród tłumów gromady Niemców wnosiły okolicznościowe okrzyki. Okrzyki te wypadły blado, były one słabe, gdyż ludność zebrana w większości milczała i nie podnosiła okrzyków. W manifestacji tej pod wpływem agitacji przymusu i nagonki brała też udział ludność Jankowic.

W celu ustalenia narodowości ludności Śląska zarządzono spisy narodowościowe. Ludność otrzymała formularze, w których należało wypełnić narodowość, do jakiej przyznaje się a następnie to stwierdzić przed komisją i dwoma żandarmami odciskiem palca. Formularze między innymi zawierały następujące rubryki: język, narodowość, przynależność państwową, jaka była, do jakiej przyznaje się. Z grup narodowych do jakiej przyznaje się były: Czech, Góral, Ukrainiec, Ślązak. Formularze rozdano na tydzień przed spisem i każdy winien je był w domu wypełnić. Akcję tą poprzedziła silna propaganda tak publiczna jak i domowa miejscowych renegatów za wpisywaniem niemieckiej narodowości. Grupa polska chcąc pokrzyżować propagandę niemiecką prowadziła swoją agitację. W celu zniweczenia planów niem. głosiła, aby wpisywać narodowość śląską. Oddawanie formularzy przed komisją odbywało się w niedzielę, w szkole, w sposób uroczysty, przy odpowiedniej propagandzie i przed komisją stwierdzał odciskiem palca swoją narodowość. Jeden formularz odbierano, a drugi otrzymywała dana osoba i służył on odtąd nie tylko jako stwierdzenie narodowości ale dowód osobisty i był zwany popularnie przez Polaków „Palcówka”.

Większość mieszkańców tut. wioski pisała w palcówce narodowość niemiecka, poważna część przyznała się do narodowości polskiej. Ludność Józefowca i domów polnych na podstawie agitacji polskiej pisała narodowość śląska. Wywołało to zdenerwowanie komisji, a oddających obrzucano przezwiskami między innymi zaznaczono, że narodowość śląska znajduje się na Ukrainie. Wszyscy ci musieli formularze przepisać i zapłacić karę na pomoc zimową. Pisano następnie narodowość niemiecka.

W tym czasie powstały zawiązki polskiej organizacji konspiracyjnej. Grupa miejscowych Polaków zaczęła z sobą kontaktować się w celu przeciwdziałania propagandzie niemieckiej i w celu podtrzymania ducha narodowego. Słuchano potajemnie radia zagranicznego, przeważnie audycji polskich z Londynu, a usłyszane wiadomości rozprowadzano dalej wśród miejscowych Polaków. Do konspiracji tej należeli początkowo: Łukowiec Wincenty, syn Klemensa, Oszek Augustyn, Bryła Ignacy, Janosz Ludwik, syn Pawła, Kondzielnik Alojzy, Czernecka Bronisława, Brylanka Małgorzata i Gawlikówny.

Nad usunięciem wszelkich śladów polskości pracował gorliwie niem. kierownik szkoły Mentler, a sekundowali mu w tym dzielnie miejscowi renegaci. Pozostałe książki polskie, tak do nauki jak i do czytania, obrazy, pomoce naukowe i wszystko co nosiło napisy polskie popalono. Spalono ogółem 1673 książki do czytania oraz 920 podręczników szkolnych. Sprzęty, pomoce naukowe, nawet pewne urządzenia szkolne poniszczył kierownik szkoły, aby mu nie przypominały polskości.

Pomnik „Powstańca Śląskiego”, który stał na rogu parceli Wiery Klemensa, przy drodze Bieruńskiej, naprzeciw gospody Brandysa usunięto. Pomnik ten musieli rozebrać miejscowi powstańcy, potłuc go i wywieźć na drogę. Pracę tą wykonywali pod opieką miejscowych renegatów, wśród naigrawań i różnych upokorzeń, których ci nie szczędzili im.

Kierownik szkoły pousuwał własnoręcznie obrazy Matki Boskiej Częstochowskiej z miejscowych kapliczek. Chodził również po domach, przeszukiwał mieszkania, czy gdzie nie ma obrazów Matki Boskiej Częstochowskiej. W kilku domach sam usuwał obrazy ze ścian jak u Wiery Klemensa, nazywając ją pogardliwie Czarną Madonną Polską.
Nienawidził noszenia stroju wiejskiego przez kobiety, uważał ubieranie się po „chłopsku” za zachowanie odrębności polskiej. Sam gonił za kobietami, zdzierał im chusty z głowy, wymyślając im przy tym. Pod wpływem tej nagonki wiele kobiet nie chcąc narażać się na szykany, przestroiło się w ubrania miejskie. Szczególnie dziewczęta zaczęły masowo ubierać się po miejsku.

W związku z rocznicą narodową Konstytucji 3-go Maja przeprowadzono na Śląsku szerokie aresztowania. W związku z powyższym aresztowano pod zarzutem brania udziału w święcie narodowym 3-go Maja w Dziedzicach Jagiełkę Pawła, młodszego Wierę Grzegorza i syna (…) Czyża Pawła, Tenderę Karola i Dzidę. Osadzono ich w więzieniu w Mikołowie, gdzie ich bito, maltretowano, a po kilku tygodniach zwolniono ich.

Upadek Francji bardzo deprymująco podziałał na ludność przekonań polskich. Był to wielki cios dla Polaków i przybił wszystkich potężnie. Wypadki na froncie francuskim toczyły się tak szybko, że nie chciano początkowo temu wierzyć co tam działo się, a kiedy upadek Francji stał się rzeczywistością ludzie załamali się na duchu, stracili całą nadzieję. Większość zwątpiła, a nawet ci najsilniejsi potracili głowy i nie wiedzieli jak przeciwstawić się tej depresji duchowej.

Upadek Francji po uprzednim przygotowaniu propagandowym, celowo przemyślanym, wykorzystali Niemcy do zaciągu ochotniczego Ślązaków do wojska. Obóz polski nie był początkowo zorjentowany jakie zająć w tym wypadku stanowisko jak zareagować na ten pobór do wojska. Wszyscy potracili głowy, nie wiedzieli jakie wydać decyzje, a zamieszanie w obozie polskim powiększało oświadczenie rządu polskiego w Londynie, który zalecał poddać się wszelkim zarządzeniem władz niem. aby tylko uniknąć na Śląsku niepotrzebnych ofiar, gdyż Polacy na Śląsku będą potrzebni do innych zadań.

Do rejestracji wojskowej musieli stawić się wszyscy obowiązkowo pod groźbą wysokich kar, a ci którzy nie stawili się byli poza tym przymusowo doprowadzeni przez policję. Ludzie szukali różnych sposobów, aby obronić się przed rejestracją, a nawet broniono się pochodzeniem niearyjskiem. Charakterystycznym jest, że od rejestracji uchylali się miejscowi niemcy, przedwojenni członkowie Volksbundu, zasłaniając się tym, że jako niemcy nie podlegają rejestracji. Rejestracji nie podlegali tylko ci, którzy przyznali się, że brali udział w powstaniach śląskich i byli członkami Związku Powstańców Śląskich, lecz takich odważnych było niewielu, gdyż to było niebezpieczne i groziło obozem koncentracyjnym. Każdy zarejestrowany musiał podpisać kartę rejestracyjną, a złożony podpis oznaczał ochotnicze zgłoszenie się do wojska. Propaganda niem. głosiła w świat, że Ślązacy masowo zaciągają się ochotniczo do wojska niem. Przy rejestracji tłumaczono, że poborowi będą użyci tylko do służby wewnętrznej, a nie będą wysyłani na front.

W drugim tygodniu rejestracji otrząsł się trochę obóz polski z pierwszego przygnębienia i rzucili hasło, aby kart rejestracyjnych nie podpisywać. Na hasło to zareagowały Jankowice, Stara Wieś, które to miejscowości stanęły pierwsze do rejestracji. Przed Komisją Rejestracyjną w pierwszym dniu stanęła Stara Wieś. Odmówiło podpisu czterech męszczyzn. Niemcy zareagowali na to pobiciem i skatowaniem ich, następnie aresztowano ich, a dwóch osadzono w obozie koncentracyjnym. Następnie przed Komisją zjawiły się Jankowice, na zapytanie Komisji czy podpiszą arkusze rejestracyjne, na 25 poborowych 16 poborowych odmówiło podpisu. Władze niem. na takie postawienie sprawy nie były przygotowane, a tym oświadczeniem tak zaskoczone i wytrącone z równowagi, że wśród wielkiego krzyku i popychania nakazały meszczyznom Jankowic opuścić salę.

W drugim dniu rejestracji przyszła kolej na Miedźnę. Połowa poborowych odmówiła podpisu rejestracji. Tych z miejsca zaaresztowano, znęcano, bito i maltretowano. Wielu miało zęby powybijane i żebra połamane. Trzymano ich w więzieniu tak długo, dopóki nie zgodzili się na podpisanie ochotniczego wstąpienia do wojska. Niektórzy siedzieli w więzieniu do trzech tygodni, a byli tacy, których osadzono w obozie koncentracyjnym, gdzie trzymano ich przez dwa lata, następnie zwolniono ich, zaciągnięto do wojska i wysłano na front, gdzie zginęli. Po tych wypadkach opór Polaków osłabł i w przygniatającej większości zaczęli podpisywać karty rejestracyjne. To nazywało się – ochotnicze zgłoszenie do wojska. 
 
Obywatele tut. wioski, którzy dowiedzieli się, że synowie ich odmówili zgłoszenia się do wojska strasznie byli tym przejęci, rozpaczali, że majątki im odbiorą, a samych wysiedlą. Pod wpływem agitacji zaczęli skłaniać i zmuszać do zgłoszenia się do wojska.

Nie podpisali zgłoszenia do wojska: Czernecki Paweł, Łukowiec Wincenty, Oszek Augustyn, Janosz Ludwik.

menu1

MENU2

MENU3

MENU4